Dzwoni do mnie szefowa i mówi: „Ania, bo ty masz tam takie dwie babki”. Mówię: „No mam, taką matkę i córkę”. „Bo one zadzwoniły do siedziby firmy, żeby powiedzieć, że ty masz francuskiego narzeczonego i się nimi źle zajmujesz”. Ja mówię: „Nie mam! Mam katalońskiego chłopaka, ale one o tym nie wiedzą”.

Były takie dwie panie, dobrze je pamiętam. Córeczka – taka rycząca trzydziestka i mamusia – rycząca pięćdziesiątka. Nie wiem, po co one tam przyjechały. No ale zadzwoniły, jak widać, do mojego biura z reklamacją. Podobno narzekały też na fatalny hotel, mówiły, że jest beznadziejnie. Jakiś pan tego słuchał, mój turysta, podchodzi do mnie i mówi: „Pani Aniu, pani się nimi nie przejmuje, one teraz narzekają na wszystko, a posiłki to wpier…, aż im się uszy trzęsą”.

Anna, była rezydentka w Hiszpanii