Jeden związek, dwa, zupełnie różne życia, dwa charaktery i temperamenty, dwa systemy wartości. Czy można stworzyć udany związek z partnerem, od którego różni nas dosłownie wszystko? Na początku relacji zazwyczaj wydaje nam się, że żyjemy w bajce, jak dwie połówki jabłka. Dopiero codzienność weryfikuje nieco tę opinie. To zwykłe życie i jego wyzwania pokazują nam, czy patrzymy w tym samym kierunku.

Znam taką parę: ona chodzi na marsze w obronie kobiet i demokracji, on całe swoje dorosłe życie głosował na partię obecnie rządzącą. Są małżeństwem od dwunastu lat i mają córkę. W ich domu o polityce się nie rozmawia, to niepisana zasada. „Tylko uważaj na siebie” – mówił on, gdy ona wypisywała czerwoną farbą hasło na kawałku kartonu. I to pewnego momentu ten związek tak trwał. On akceptował fakt, że żona ma skrajnie różne od niego poglądy polityczne. Przestał przewracać oczami, gdy oglądała swoje programy informacyjne albo rozmawiała ze znajomymi przez telefon. Ona nie komentowała jego wyborów.

Ale ich córka zaczęła dorastać, zadawać pytania, na które słyszała dwie, zupełnie różne odpowiedzi. Coś, co wcześniej było w domu tematem tabu, stało się przyczynkiem codziennej, ostrej wymiany zdań. „Masz córkę – mówiła ona.- Zastanów się, jak możesz popierać ludzi, którzy odbierają kobietom wolność podejmowania decyzji?”. Wspólne wychowywanie dziecka, gdy w grę wchodzą dwa różne systemy wartości okazuje się póki co zbyt trudnym wyzwaniem, bo tu nie można już nic przemilczeć, zlekceważyć. Tu trzeba stanowić jeden front.