Choć duże drapieżniki w Europie mają się coraz lepiej – ich tradycyjny wpływ na ekosystemy jest dziś bardzo ograniczony. Powód? Coraz większa dominacja człowieka w krajobrazie – twierdzą naukowcy z Polski, Szwecji, Norwegii, Francji i Holandii.

Ekosystem jest zdrowy wtedy, gdy żyją w nim duże drapieżniki: wilki, niedźwiedzie, szakale, rysie, lwy czy tygrysy. Zwierzęta te pomagają zachować bioróżnorodność, zapobiegają szerzeniu się chorób i stanowią bufor dla skutków zmian klimatu. Brak dużych drapieżników odbija się na populacjach ptaków, ssaków, płazów i gadów, a nawet – pośrednio – na biegu cieków wodnych czy wielkości plonów.

Jednym z drapieżników, które intensywnie kolonizują dziś Europę, są wilki. Czasami mówi się o nich „strażnicy równowagi ekosystemu”, bo trzymają w ryzach populacje roślinożerców, pomagając roślinom przetrwać i się rozmnażać. Brak wilków mógłby uruchomić serię efektów kaskadowych, co oznaczałoby zakłócenia w łańcuchach pokarmowych, a nawet zależnościach pomiędzy gatunkami. I choć o roli zwierząt drapieżnych wiemy coraz więcej – o prawo do ich odstrzału starają się myśliwi w coraz to innych częściach świata, np. z Gór Skalistych czy z okolic Wielkich Jezior Amerykańskich, a w Europie – ze Szwecji czy Norwegii, gdzie władze zezwoliły nawet na odstrzał 47 wilków (co stanowi ok. 70 proc. populacji wilków w tym kraju).