Wątki demagogiczne i manipulacyjne w kinie rosyjskim są obecne w zasadzie od początku funkcjonowania filmu. Zakłamane wydarzenia historyczne, przemilczane fakty i taktyka uśpienia odbiorcy to rutynowe działania władzy totalitarnej. Jak bardzo propaganda w kinie zaszkodziła obywatelom Rosji w obiektywnej ocenie świata – opisuje dr Małgorzata Bulaszewska, kulturoznawczyni z Uniwersytetu SWPS.

Film jako nowa dziedzina sztuki

Nowy rodzaj dokumentowania rzeczywistości, jakim była kamera filmowa, wydawał się dość atrakcyjny dla rosyjskich teoretyków sztuki. I choć kinematograf już w 1896 roku uwiecznił koronację cara Mikołaja II, to jednak przez pierwsze dwadzieścia lat funkcjonowania służył głównie jako pole naukowych dywagacji na temat filmu. Dla niektórych stanowił nowy i interesujący wytwór ludzkiej wyobraźni, który w zasadzie należałoby potraktować jako przedłużenie tego, co widz zyskiwał w teatrze – pozwalające na utrwalenie i wielokrotne odtwarzanie. Inni teoretycy filmu zwracali się bardziej ku opisywaniu filmu jako świeżej, nieznanej dziedziny sztuki. Warto przypomnieć, że kino w Rosji rozwijało się prężnie, mając kilka wytwórni filmowych, choćby w Moskwie, Petersburgu czy w Warszawie (ówcześnie będącej pod zaborami). Także w stolicy Rosji  (1919 rok) powstała pierwsza szkoła filmowa do dziś znana z technik montażu. W 1916 roku na terenie kraju znajdowało się trzy tysiące kin i ta liczba stale rośnie. W roku 1937 było ich trzydzieści jeden tysięcy, a w 1952 aż czterdzieści dziewięć tysięcy. Zatem pierwsze dwie dekady kinematografii rosyjskiej koncentrują się na dostarczaniu rozrywki odbiorcom, przenosząc na ekran wcześniej znane dzieła literackie i teatralne.