Nie uciekajmy od tematu wojny, rozmawiajmy z naszymi dziećmi. One czują nasze emocje i pozostawione w niewiedzy albo w swoich fantazjach na ten temat, będą czuły lęk i niepokój. Lepiej w takiej sytuacji wyjaśnić im co się dzieje dopasowując przekaz do ich poziomu – mówi psycholog, psychotraumatolog Magdalena Halicka z Centrum Terapii Dialog.

Od kilku dni wszyscy jesteśmy w szoku jaki wywołała w nas informacja o wojnie na Ukrainie. Jak w tym wszystkim odnajdują się dzieci?

Dokładnie tak samo jak my, czyli często się nie odnajdują. Nawet jeśli nie są zorientowane w sytuacji czują, że coś dziwnego się dzieje. Mają więc prawo być niespokojne, mają prawo szukać odpowiedzi na dręczące pytania, mają prawo czuć się bezradne, ponieważ to co dzieje się za naszą granicą jest straszne i jeśli my, dorośli odczuwamy lęk i niepokój, to tym bardziej dziecko, które ma ograniczone możliwości dostępu do rzetelnych wiadomości może czuć to samo.

Czego możemy się spodziewać?

Musimy mieć świadomość, że nawet jeśli nasze dzieci bezpośrednio nie oglądają telewizji, nie słuchają wiadomości ogólna atmosfera jest przez nie wyczuwalna. Ludzie rozmawiają o tym ze sobą na ulicy, w autobusie, w sklepie, wielu Ukraińców żyje między nami, chodzą do tej samej szkoły co nasze dzieci, nie sposób odciąć się od tych informacji. Mogą mieć reakcje lękowe, trudności z zasypianiem, wykonywaniem podstawowych czynności, bać się o przyszłość. Tych objawów może być bardzo dużo.

Czy to my powinniśmy zainicjować rozmowę z dzieckiem na ten temat, czy czekać aż ono zapyta?

Przede wszystkim jako rodzice powinniśmy obserwować zachowanie dziecka – czy zaczyna się inaczej zachowywać, częściej niż zwykle reaguje złością, jest bardziej aktywne, a może właśnie apatyczne. To w naszych rękach, jako rodziców jest to, żeby z tym tematem wyjść do dziecka. Nie czekajmy aż ono samo zacznie dopominać się informacji, ponieważ może mieć różne fantazje dotyczące obecnej sytuacji. Nie możemy zamknąć dzieci w cudownym pudełeczku, w którym nie ma zła. Nie liczmy na to, że jeśli nie będziemy przy nim włączać telewizora, słuchać wiadomości ono nie zorientuje się, że coś się dzieje. Bo dzieci tak, czy inaczej usłyszą o tym od kolegów, od nauczycieli, przypadkowych dorosłych. Powinniśmy zwracać uwagę na to jakie to są informacje, czego dziecko dowiaduje się z zewnątrz. Nie uciekniemy, więc od rozmowy z dzieckiem, ale powinniśmy poruszać się z bardzo dużą delikatnością. Po prostu pytajmy co działo się w szkole, jak się ma, co wydarzyło się danego dnia dobrego a co niefajnego się wydarzyło w ich życiu. Ale też co już wie na ten sytuacji w Ukrainie, jakie informacje do niego dotarły, czy w szkole się o tym rozmawia. To pomoże mu otworzyć się na rozmowę, a my jako dorośli będziemy mogli zweryfikować jakie informacje na ten temat ma nasze dziecko, co musimy poprawić w jego wiedzy, co nowego możemy wprowadzić.

Zapewne inaczej powinniśmy rozmawiać o wojnie z przedszkolakiem, inaczej z dzieckiem 10-12 letnim, a inaczej z nastolatkiem…

Oczywiście. Jednak niezależnie od tego w jakim wieku mamy dziecko musimy wiedzieć jakie informacje chcemy mu dostarczyć. Pamiętajmy też, że słownictwo jakiego używamy oraz przekazywane treści muszą być adekwatne do wieku.

Czy z przedszkolakami w ogóle powinniśmy rozmawiać na takie tematy?

A dlaczego nie? To dotyczy nas wszystkich niezależnie od wieku. To nie jest tak, że przedszkolak nie wie co się dzieje. Kilkulatek bardzo dobrze potrafi wyczuwać niepokój, stres, napięcie. Doskonale widzi patrząc na rodzica, że coś się dzieje, czuje to.

Oczywiście taka rozmowa powinna się odbyć w inny sposób niż z nastolatkiem. Kilkulatkowi nie mówmy: posłuchaj jest wojna, jest niebezpiecznie, źli ludzie strzelają do innych, giną ludzie. Na pewno nie w ten sposób. Starajmy się raczej wyjaśniać bez używania ciężkich słów. Mówmy, że jest taka sytuacja, że jeden kraj zaatakowały inny i teraz wszyscy obserwują co się dzieje, pomagają tym zaatakowanym i starają się robić wszystko, aby to jak najszybciej się skończyło. Nazywajmy rzeczy, które realnie się dzieją, ale jednocześnie nie strasząc, zabezpieczając dziecko, mówiąc o tym, że my tutaj jesteśmy bezpieczni – bo dzieci najbardziej boją się tego, że ta sytuacja dotrze do nas. Ale jeśli trzeba nie ukrywajmy tego, że to może się zmienić.

Skoro nasze emocje tak rezonują na dzieci, to co z maluchami? Przecież nie będziemy opowiadać trzylatkowi o wojnie?

Oczywiście tak małych dzieci nie wprowadzamy w tematykę wojny, ale można popracować z nimi na książeczkach edukacyjnych. Polecam świetną książkę Katarzyny Ryrych „Wojny dorosłych, historie dzieci” , a także serię książek Joanny Papuzińskiej i Renaty Piątkowskiej.

Jest coś czego nie należy mówić, np. ośmiolatkowi?

Nie ma takiej rzeczy, to raczej kwestia tego jak to zrobimy. A trzeba to robić mądrze i spokojnie, dostosowując przekaz do wieku dziecka. Nie oglądajmy z nim scen z trwającej wojny, ale odpowiadajmy na pytania.

Jak powinni zachować się nauczyciele, którzy w klasie mają nie tylko polskie dzieci, ale też dzieci pochodzenia ukraińskiego? Jak rozmawiać z taką klasą?

Najlepiej zacząć od rozmowy z takim ukraińskim dzieckiem, zapytać go czy czegoś nie potrzebuje, jak się czuje – ale najpierw w rozmowie jeden na jeden. Warto też spytać go, czy uważa za dobry pomysł, aby porozmawiać z całą klasą o sytuacji na Ukrainie. Na pewno takimi dziećmi należy się teraz wyjątkowo zaopiekować. Ale też zwrócić uwagę innych dzieci na to, że i one mogą mu pomóc. Można zorganizować wspólnie zbiórkę potrzebnych rzeczy, zaproponować wspólne spędzanie czasu, rozmawiać z dziećmi i cały czas monitorować ich zachowanie, emocje, reakcje na bieżącą sytuację, pytać ich po przekazaniu konkretnej treści jak się z tym czują. Używajmy do tego pytań otwierających, bo to ułatwia rozmowę, pomaga się otworzyć i mówić co tym, co tak naprawdę dzieje się teraz w ich serduszkach.
Ale nie zapominajmy, że mogą też nie chcieć o tym rozmawiać i musimy to uszanować.

Jedna z mam opowiedziała, że kiedy poszła obudzić swoją 10 -letnią córkę zobaczyła, że ona płacze. Na pytanie dlaczego dziecko odpowiedziało: po co będę wstawać, jak i tak niedługo umrę, bo będzie wojna. Jak zaopiekować się dzieckiem w sytuacji, gdy jest przeświadczone, że nas też czeka coś strasznego?

Prawda jest taka, że sami nie wiemy co dalej będzie z tą wojną, czy ona nie pojawi się u nas. Dlatego nie możemy o tym zapewniać dzieci, bo w ten sposób tworzymy pewną iluzję. Jeżeli cokolwiek takiego się zdarzy dziecko będzie czuło się oszukane i będzie miało prawo mieć odczuwać trudności z zaufaniem rodzicowi. Naszym zadaniem jest powiedzenie: nie wiem jak będzie, rozumiem co czujesz, ja też to czuję. I nie chodzi o straszenie, mówmy zgodnie z prawdą  czym jest Unia Europejska, wytłumaczmy, że jesteśmy w NATO i co to znaczy. Dajmy dziecku pakiet informacji na których mogą się oprzeć. Wielu z nas instynktownie zapewne mówi dziecku o bezpieczeństwie, ale to trochę tak jak wtedy, gdy dziecko upada na kolana a my mówimy mu: nie płacz nic już nie boli, choć dziecko płacze, bo właśnie je boli.

Nie musimy nazywać wszystkiego dosłownie. Mówmy o tym co tu i teraz – czyli: w tej chwili jesteśmy bezpieczni, bo Unia nas chroni, jeśli dziecko jest starsze wytłumaczmy na czym to polega, ale nie ukrywajmy tego, że nie wiemy co będzie dalej. Tu chodzi tylko o to, aby nie zakłamywać rzeczywistości.

Jak więc sprawić, by dziecko miało jednak poczucie bezpieczeństwa?

Przede wszystkim z nim rozmawiać, pytać czego potrzebuje i zadbać o te najbardziej podstawowe rzeczy: żeby spokojnie zasypiało, żeby się wysypiało, dobrze jadło i dobrze odpoczywało. Jeśli zobaczyło lub usłyszało coś co je przeraziło zaproponujmy mu ćwiczenia oddechowe lub relaksacyjne albo zabierzmy na spacer do lasu, odetnijmy się na chwilę od tego tematu. Warto zadbać o relaks i przestrzeń w domu do spokoju, ale też do rozwiewania niepokojów, w ten sposób zdejmiemy z jego barków to czego się boi. Jeśli jest małe rysujmy z nim serduszko, które może pokolorować na kolory przeżywanych emocji, czytajmy książeczki, ale też dajmy mu możliwość wyrażenia w ten sposób emocji, które się w nim  zebrały. Ze starszym dzieckiem możemy w coś pograć, obejrzeć film, porobić coś wspólnie, ale przede wszystkim rozmawiać. Bycie razem bardzo w takich chwilach pomaga.