Średni czas życia się wydłuża, a ludność Polski będzie się starzeć. Warto, by młodzi ludzie uświadomili sobie, że w ich pokoleniu dożywanie 100 lat nie będzie taką rzadkością. A to, jak życie po 70. będzie wyglądało, zależy m.in. od ich dzisiejszych decyzji – mówi demografka prof. Irena E. Kotowska.

W prestiżowym czasopiśmie naukowym „Lancet” ukazały się w lipcu br. prognozy ludnościowe, z których wynika, że dzietność na świecie będzie nadal spadać. Według autorów artykułu liczba ludności świata ma osiągnąć maksimum w 2064 r. (9,7 mld ludzi), a potem zacznie maleć do 8,8 mld w 2100 r. (według scenariusza podstawowego). Zgodnie przewidywaniami dla Polski zawartymi w tej publikacji do 2100 roku liczba ludności zmniejszy się z obecnych blisko 38 mln do prawie 15 mln. W publikacji zwraca się też uwagę, że przyszłe zmiany liczby ludności na świecie są zróżnicowane – w niektórych regionach ludność będzie wzrastać (np. Afryka, Argentyna, Meksyk, Peru, Boliwia, Uzbekistan, Tadżykistan), jednak dla większości regionów, zwłaszcza rozwiniętych ekonomicznie, przewidywany jest spadek liczby ludności. W obliczu tych zmian demograficznych migracje staną się koniecznością.

Demografka prof. Irena E. Kotowska z Instytutu Statystyki i Demografii SGH, członkini Komitetu Nauk Demograficznych PAN komentuje w rozmowie z PAP, że projekcje przedstawione w „Lancecie” są ciekawym „ćwiczeniem” prognostycznym, ale do uzyskanych wyników trzeba podchodzić z ostrożnością. Warto je np. porównać z projekcjami ludnościowymi ONZ z 2019 r. Według ONZ liczba ludności na świecie będzie stale rosnąć, choć coraz wolniej, osiągając w 2100 roku 10,9 mld. Wyniki projekcji liczby ludności dla Polski są tu nieco bardziej optymistyczne – wielkość populacji ma się do tego czasu zmniejszyć do około 23 mln. Różnice przewidywań zmian liczby ludności są związane głównie z odmiennymi założeniami dotyczącymi zmianami dzietności – projekcja ONZ zakłada mniejszy jej spadek i nieznaczną odbudowę w krajach o niskiej dzietności.