Polacy przez kilka dekad byli pozbawieni wolności słowa; internet dał niektórym poczucie, że wreszcie mogą się wygadać, choćby agresywnie. To powoduje, że internetowego hejtu jest dużo – mówi PAP psycholog nowych technologii Jakub Kuś. Podkreśla, że „cyfrowa krzywda boli analogowo”.

Wraz z kryzysem uchodźców przez polski internet przetoczyła się rzadko spotykana fala wirtualnej agresji. Wśród tysięcy agresywnych wobec imigrantów komentarzy pojawiły się nawet głosy poparcia dla norweskiego terrorysty Andersa Breivika, który zabił 77 osób i postulował m.in. deportację muzułmanów z Europy. Byli też internauci sugerujący, aby uchodźców umieszczać w byłym obozie Auschwitz. Dochodzenie w tej drugiej sprawie rozpoczęła prokuratura.

Z internetowym hejtem musiała zmierzyć się też pisarka Olga Tokarczuk. Słowami o tym, że „robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”, ściągnęła na siebie tysiące nienawistnych komentarzy w mediach społecznościowych i na forach internetowych. W niektórych z nich laureatce Nagrody Nike grożono śmiercią. „W życiu nie doświadczyłam tyle zmasowanej nienawiści, co w ciągu ostatnich trzech dni. Głęboko współczuję wszystkim hejtowanym” – napisała później na Facebooku pisarka.