Otwieram oczy. Światło dnia bezlitośnie przedziera się przez prześwit w zasłonach. To kot-obserwator przysiadł na parapecie chłonąc kolory i zapachy wiosny. Zazdroszczę mu tej uważności. Zazdroszczę umiejętności wyciszania się, uspokajania się. Zazdroszczę mu głębokiego snu i tego, że kiedy chce być sam, wskakuje na najwyższą półkę. Ja dopiero uczę się tego, że życie składa się z milionów chwil, z których dosłownie każdą należy się cieszyć. Uczę się również akceptować samotność, moje sam na sam ze sobą. To klucz do szczęścia, które muszę sobie sama zbudować.

Pewnie każdemu z nas zdarzyło się żyć w związku, być stale obok, ale nigdy tak naprawdę razem. To dołujące, że kiedy mimo tego, że budzisz się i zasypiasz z kimś kogo kochasz, odczuwasz potworne osamotnienie. Dlaczego nie stawiamy sobie pytań o zasadność takiej relacji? Przecież jej jakość ma znaczący wpływ na nasze życie, samopoczucie, motywację… Tak bardzo chcemy być z drugim człowiekiem, że przymykamy oko na to, co najważniejsze: związek nie jest sam w sobie celem, celem jest autentyczne porozumienie, prawdziwa bliskość z partnerem i świadomość, że możemy na siebie nawzajem liczyć.

Tymczasem samotność, w rozumieniu: brak związku, przeraża nas tak bardzo, że gdy jedna miłość się kończy, natychmiast szukamy następnej. Nie dajemy sobie czasu na oddech, na ciszę, która pozwoli wsłuchać się w siebie, w swoje potrzeby i pragnienia. Na zrozumienie, dlaczego nie jesteśmy szczęśliwe. A przecież to właśnie w samotności odnajdujemy: