Naukowcy zazwyczaj nie lubią słowa „przywództwo”, odżegnując się od niego i postrzegając je w kategoriach biznesowych. Tymczasem sposób zarządzania może mieć kluczowe znaczenie dla powodzenia lub porażki projektu naukowego. Najlepszym, choć i tragicznym tego przykładem może być katastrofa promu Challenger.

Amerykański prom Challenger, który opuścił platformę startową 28 stycznia 1986 r. z pakietem eksperymentów naukowych na pokładzie, rozpadł się w 73. sekundzie lotu z katastrofalnymi skutkami. W wypadku zginęła cała siedmioosobowa załoga, a program lotów wahadłowców wstrzymano na 32 miesiące. Prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan powołał specjalną komisję, która miała wyjaśnić przyczyny tragedii.

Komisja orzekła, że choć bezpośrednią przyczyną katastrofy było uszkodzenie jednej z uszczelek promu, to kluczową rolę w doprowadzeniu do tragedii miały: wadliwy przebieg procesów decyzyjnych i zła organizacja pracy w NASA. Kadra zarządzająca zignorowała np. obawy inżynierów dotyczące negatywnego wpływu niskich temperatur na uszczelki promu. Mimo ostrzeżeń, nie postrzegała więc rekordowych mrozów zapowiadanych na dzień startu jako poważnego zagrożenia. W efekcie, to nie umiejętności inżynierów zadecydowały o losach Challengera, ale brak odpowiedniego przywództwa, niski poziom zaufania i komunikacji w zespole.