Chcąc się dowiedzieć, jak wygląda specyfika pozyskania kandydata na świadka koronnego, spotykam się z funkcjonariuszem stołecznego „terroru”. O pracy operacyjnej, czyli o tym, jakimi metodami policjanci z sekcji operacyjnej rozbijają grupy przestępcze – co przecież interesuje mnie najbardziej – niewiele się dowiem. Mój rozmówca przepracował wiele lat w „terrorze”. Słuchał, zbierał materiały procesowe (które w rezultacie służą jako podstawa sformułowania aktu oskarżenia). Policjanci wiedzą więcej, niż mogą zawrzeć w takim materiale. Nie wszystko bowiem da się udowodnić, nie wszystkie zarzuty postawić. Choć wiedza jest.

Aspirant sztabowy Marek Hubert – były dochodzeniowiec z Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji. Doświadczenie, wiedza, cierpliwość i odpowiednie podejście do gangsterów. Uśmiech od ucha do ucha, czym być może oswaja stres związany z tą pracą. Specyficzne (momentami drastyczne) poczucie humoru, które też może być rodzajem tarczy obronnej. Zaliczył oględziny wielu makabrycznych miejsc zabójstw. Robił, czyli rozpracowywał, między innymi „Mokotów”, przesłuchiwał najgroźniejszych członków tej zorganizowanej grupy przestępczej. Jeśli w ogóle godzili się na rozmowę, to tylko z nim.

– Oni nie rozmawiają z kimś, kogo nie znają – mówi Hubert. I dodaje: – Dobrze, żeby w przypadku zorganizowanej przestępczości przesłuchiwał od początku do końca ten sam funkcjonariusz.