Istnieje pewna umowna podziałka ludzi na osoby szczególnie aktywne w pierwszej połowie dnia, oraz te, które “budzą” się do życia w późnych godzinach wieczornych. W zależności od tych preferencji nazywamy ich kolejno: skowronkami i sowami. Można by więc powiedzieć, że to nasz zegar biologiczny stanowi o porze najlepszej na trening, i czasem w sposób jednoznaczny wskazuje, iż tą porą jest… noc! Niniejszy artykuł kieruję głównie do drugiego ugrupowania “ptactwa”, oraz wyjaśniam, jak ćwiczyć w nocy, by przyniosło to wymierne efekty?

Oczywiście, zegar biologiczny można regulować. Bardzo rzadko bowiem zdarza się, że dostosowujemy swoją pracę do tendencji sennych. Co ciekawe, organizm ludzki tak naprawdę nie rozróżnia godzin! Jedyne, co ma dla niego znaczenie to równowaga zachowana pomiędzy czasem przeznaczonym na aktywność, a ilością godzin służącym regeneracji, a mowa oczywiście o śnie. Dlatego to, o jakiej porze ćwiczymy nie ma tak naprawdę większego znaczenia, jeśli tylko utrzymujemy ten bilans.

Okres adaptacji

Przyjmuje się, że zmuszenie organizmu do funkcjonowania w porach innych, niż wskazuje na to jego zegar biologiczny zajmuje około miesiąca. Po tym czasie właściwie nie będziemy odczuwali różnicy, że coś się zmieniło. Ważne, aby niezależnie od godzin aktywności została zachowana zasada ośmiu godzin przeznaczanych na regeznerację, czyli sen.